BoRkI

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home Teksty O Japonii W Kraju Białych Samochodów

W Kraju Białych Samochodów

Po japońskich drogach jeździ bardzo wiele samochodów. Co ciekawe: zdecydowana większość aut jest biała lub szara. Przyczyn tego zjawiska nie zna nikt, ale jedna z teorii mówi, że biel ma chronić kierowcę przed złymi duchami. Jeśli biel rzeczywiście ma właściwości ochronne, to piesi również powinni się ubierać na biało. Stosunek japońskich kierowców do przepisów ruchu drogowego jest bowiem… niestandardowy.

Jeden kolor Benettona

Już podczas jazdy z lotniska, o którym mówi się, że jest w Oicie, a które w praktyce znajduje się 60 kilometrów za miastem, rzuciło mi się w oczy dość zaskakujące zjawisko: większość mijających nas pojazdów mechanicznych miała biały lub szary lakier. Ale co ja mówię: większość – co najmniej trzy na cztery! Niemal wszystko, co poruszało się na autostradzie, było białe, szare, srebrne, ewentualnie czarne. Jedynie co jakiś czas trafiało się auto w jakimś żywszym kolorze.

 

Biel, jak się okazało, króluje nie tylko na trasie Oita lotnisko – Oita miasto. Wszędzie jest tak samo. Gdy w porze wyjazdów i powrotów do pracy zerknąć z naszego balkonu na ulicę, sznur samochodów, który z reguły ciągnie się przez kilkaset metrów od jednego skrzyżowania do drugiego, składa się nieraz z samych białych modeli.

 

2

Widok z naszego balkonu

 

Jeden kolor Benettona


Niezrozumiałe to zjawisko nie ma do tej pory wiarygodnego wyjaśnienia. Zagadnięci Japończycy w ogóle go nie dostrzegają i nie znają jego przyczyn, wysnuli jednak kilka prawdopodobnych teorii. Pierwsza mówi, że w salonach samochodowych stoją niemal wyłącznie białe lub szare egzemplarze i tylko one są do kupienia od ręki, a te o innej barwie trzeba zamówić i odpowiednio długo zaczekać na ich sprowadzenie. A któż chciałby czekać zamiast wsiąść w świeżo zakupione cudo? Ta teoria jest o tyle wiarygodna, że w salonach rzeczywiście modele pokazowe lśnią zwykle bielą.

1

Komis samochodowy – feeria barw…

Druga teoria również brzmi rozsądnie, mówi mianowicie, że na szarym lakierze brud jest mniej widoczny niż na takim, dla przykładu, czerwonym. Cóż, nie da się temu zaprzeczyć, tyle że jednak większość aut poruszających się po japońskich drogach jest biała, a nie szara, a na białym akurat kurz, błoto i inne zanieczyszczenia widać najwyraźniej.

 

Teoria trzecia nawiązuje do dawnych wierzeń (zakorzenionych, bądź co bądź, w psychice każdego autochtonicznego kierowcy), wedle których kolor biały chroni przed złymi duchami. Zakup białego samochodu może i nie zabezpieczy nas od wypadków, ale z drugiej strony… na pewno nie zaszkodzi.

 

3

Parking przyblokowy

Istnieje również bardzo proste wytłumaczenie: w końcu każdy ma jakieś upodobania kolorystyczne, więc dlaczegóżby nie założyć, że Japończycy zwyczajnie lubią biel i szarość? Hmm… Może tak właśnie jest, ale jakoś trudno mi uwierzyć, że tak wielu kierowców lubi tylko te dwa kolory.

 

Mamy z Bartkiem swoją własną teorię wyjaśniającą dziwne zjawisko. Japończycy nie lubią się wyróżniać. Zasada ta dotyczy wszystkich aspektów życia: wyspiarze podobnie się ubierają, czeszą, mówią, chodzą… Nawet jednostki „alternatywne” wyglądają wszystkie podobnie, bo wywrotowość też jest pod linijkę. Nic więc dziwnego, że Japończyk chętnie kupi samochód, który nie będzie się rzucał w oczy. Szary lub biały rzeczywiście nie będzie. Przynajmniej nie tu.

 

4

Na jezdni, na parkingach, bliżej, dalej – wszędzie biało

Samochody ładne, samochody nieładne, samochody japońskie


W czasie tej pierwszej podróży z lotniska do miasta moją uwagę przykuła nie tylko jednolitość kolorystyczna, ale również inny kształt samochodów. Inny niż w Europie. Tutejsze samochody są… hmm… bardziej kanciaste.

 

5

 

Wiadomo, że de gustibus non disputandum est, ale mimo wszystko…

 

Owszem, opływowe i kocie egzemplarze też jeżdżą, czasem przemknie jakaś toyota-tygrysica albo małe, zgrabne autko, ale lwia część pojazdów jest kwadratowa i całkowicie pozbawiona wdzięku. Widocznie standardy estetyczne stosowane w produkcji samochodów są równie wysokie jak te, które decydują o kształcie architektury w tym kraju… Konia z rzędem temu, kto pokaże mi ładny blok mieszkalny…


Prawo dżungli

Ostatecznie jednak nie uroda samochodu jest najważniejszą sprawą na drodze. Niechby wszystkie auta wyglądały jak konserwy na kółkach, gdyby tylko za kierownicą siedzieli odpowiedzialni, mądrzy ludzie. 

Japońscy kierowcy jeżdżą źle. Jeżdżą fatalnie. Idea linii ciągłej, linii stopu, pasów dla pieszych i czerwonego światła najwyraźniej przemawia do nielicznych. W czasie całego „przedjapońskiego” życia nie widziałam tylu wypadków, ile tutaj przez trzy lata.

 

Piesi i rowerzyści muszą zakonotować sobie kilka zasad. Po pierwsze: auto częściej wychodzi bez szwanku z wypadku niż człowiek, w którego uderzyło. Po drugie: kierowca jedzie wtedy, kiedy chce, a nie wtedy, kiedy mu przepisy pozwalają. Po trzecie: na jezdni nie należy ufać nikomu.

Ignorowanie tych zasad może skończyć się groźnie. Normalne jest, że samochody stoją nie tylko za linią stopu, ale po prostu na całej długości przejścia dla pieszych. Normalne jest, że kiedy pieszym świeci się już zielone, rozpędzony pirat drogowy przemknie przez skrzyżowanie. Normalne jest, że kierowca wyjeżdżający z parkingu na ulicę patrzy tylko w jedną stronę, i jeśli rowerzysta lub pieszy pojawi się na ścieżce z drugiej strony, zostanie staranowany. Normalne jest, że piesi truchtają po przejściu, ponieważ popędza ich zniecierpliwiony kierowca, który prawie najeżdża im na buty…

Zasady niepisane przed pisanymi

Kiedy przechodzimy przez przejście normalnym krokiem, niezadowolenie kierowców wyraźnie wisi w powietrzu. Staramy się nie narażać niepotrzebnie, ale nawet stosując zasadę ograniczonego zaufania na drodze, nie sposób uważać i za siebie, i za resztę ludzkości. Sytuacje irytująco-stresujące na drodze zdarzały nam się już wielokrotnie. Mnie niemal potrącił kierowca, który wjechał na skrzyżowanie na czerwonym – pojechał nie oglądając się, gdy tylko przestałam „tarasować” mu przejazd. Bartka z kolei staranował kiedyś jadący na skuterze student, który bez uprzedzenia zjechał na prawą stronę jezdni (w Japonii panuje ruch lewostronny!). Gdyby nie plecak, który zamortyzował upadek, mogłoby się to skończyć marnie, a i tak bez wizyty w szpitalu się nie obyło. Sprawca zderzenia przejął się baaaardzo umiarkowanie i, zapytawszy jedynie, „czy w porządku jest?”, odjechał, o żadnym ubezpieczeniu czy odszkodowaniu nie wspominając. 

Nie sądzę, by japońscy kierowcy do tego stopnia nie znali przepisów. Łatwiej jest uwierzyć, że po prostu zamiast do przepisów ruchu drogowego stosują się do reguł obowiązujących w społeczeństwie. Gdy na zjawisko spojrzeć z tej właśnie perspektywy, zachowanie piratów drogowych staje się wytłumaczalne. Przestaje dziwić fakt, że mężczyzna za kierownicą jedzie na czerwonym, a gimnazjalistka w tym czasie pokornie czeka na swoją kolej. Przestaje dziwić i to, że starsze panie truchtają przez przejście, żeby kierowcy nie musieli zbyt długo czekać. Tutaj ważniejsza niż przepisy ruchu zdaje się być hierarchia społeczna. Pewne zasady, choćby i niepisane, mają długą tradycję, i byle przepis drogowy ich nie zmieni.


Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
 
Komentarze (6)
"biała japońska torpeda"
6 Poniedziałek, 05 Październik 2009 09:53
gregorius_
Moim zdaniem artukuł jest naprawdę świetny, zwłaszcza dla laika w kwesti Japonii (mojego pokroju :-). Sam jestem szczęśliwym posiadaczem "białej japońskiej tropedy". O tym ile lat ma moja tojka wspominać nie bedę, ale ostatnio miała karoserię w renowacji i kiedy padło pytanie "... to na jaki kolor malujemy?" większych dylematów nie było. Co do sposobu jazdy to chyba w każdym kraju kierwocy uważaja się za najlepszych przyrównujac resztę do dyletantow itd, itp.
Wystarczy spojrzeć na swoje podwórko, gdzie słynne jest powiedzenie "...Polak potrafi..."
Bardzo ciekawe spojrzenie na temat. Niecierpliwie czekam na następne!
To jak to w końcu jest na japońskich ulicach - bezpiecznie czy nie?...
5 Sobota, 02 Maj 2009 02:50
knightleyknightley
Można się pogubić, czytając dokładnie i artykuł, i komentarze.

Przy okazji - namiar zapisany przez Kaburę jest nieprzydatny, nie można wyświetlić strony:(
I - poznałam p.J.Bator podczas jednego ze spotkań polsko-japońskich. Wszystko, co mówiła o Japonii, wydaje się wiarygodne i pasuje do tego, czego dowiedziałam się z innych źródeł. Hmm... Jeśli autor komentarza jeszcze tu wpadnie, proszę o uściślenie, w jakich konkretnie kwestiach jego zdaniem jest ona nierzetelna. A może po prostu chodzi o Wasze odmienne punkty widzenia? Często ile ludzi, tyle opinii, prawda?:)

Kanciaste samochody są okrrropnie nieładne, a biały kolor - niepraktyczny. Ale podobnie jak o gustach, o priorytetach też nie ma sensu dyskutować. Rozbawił mnie komentarz pod zdjęciem komisu: "feeria barw" - dobre, dobre!:D
Tak w ogóle
4 Czwartek, 12 Luty 2009 09:23
Kabura
To artykuł sieje propagandę, bo każdy może napisać swoje odczucia, ale ugólnianie typu "Japończycy źle jeżdżą" wypada bardzo słabo, bo ja mogę mieć odwrotne odczucia (uspojkajam się dopiero na japońskiej ulicy, bo Polacy nie umieją jeździć), ale to do niczego nie prowadzi, bo w każdym kraju są lepsi i gorsi kierowcy. Są natomiast takie tematy jak ilość wypadków, które można łątwo sprawdzić i porównać. Polska i Japonia mają bardzo podobne cyfry jeśli chodzi o liczbę śmiertelnych kolizji w skali rocznej (patrz - NationMaster na przykład). Tylko, że Japończyków i ich samochodów jest "ciut" więcej, więc łatwo informację o ilości widzianych wypadków między bajki schować, bo to doświadczenie świadczy tylko o ilości maszyn, a nie zdolnościach kierowców. Artykuły są bardzo "dziennikarskie" - widzę, że niektóre opublikowane. W takim razie odrobina rzetelności czytelnikowi się należy, no chyba, że to pisanie pod publiczkę na modłę osławionej "dziennikarki" Joanny Bator.

PS: Polecam
http://www.stat.go.jp/english/data/nenkan/
bardzo szokująca lektura.
Moja teoria :)
3 Czwartek, 12 Luty 2009 08:58
Kabura
Rzeczywiście, wygląda to na upodobnienie się do ogółu, ale moim zdaniem tu nie chodzi o brak indywidualizmu (było już gdzieś o modzie, o tym, że Japonka potrafi dobrać sobie strój jak uważa, a Polkę czeka sto różnych zasad "a to do tego nie pasuje"). Wdług mnie tu chodzi o prywatność. "Nierzucanie się w oczy" gwarantuje prywatność, na której punkcie Japończycy są wyczuleni.
Teraz jeżdżę grafitowym metalikiem, ale wcześniej byłem posiadaczem turkusowego (sic!) "malucha". Koledzy w pracy pytali się, dlaczego taki kolor wybrałem (akurat nie miałem wyboru, samochód był załatwiony taniej i nie patrzyłem koniowi w zęby) i martwili się o mnie, bo "studenci będą teraz wiedzieć, gdzie jeździsz, gdzie robisz zakupy, koniec prywatności!". Mi to brzmi trochę inaczej niż "bądź taki jak reszta, pozbądź się własnego ego". Tak samo było z kupowaniem mieszkania - "tylko nie za blisko uniwerka, nie będziesz miał prywatności", identycznie, gdy na największym japońsku portalu społecznościowym podpisałem się prawdziwym imieniem i nazwiskiem - "inni będą wiedzieć gdzie jesteś i co robisz, człowieku!".
Japończycy mieszkają w niewielkich odległościach od siebie zagospodarowując maksymalnie każdy kawałek ziemi jaki nie zabrały im góry - myślę, że te jednakowe samochody to przedłużenie ich marzeń o jak największej prywatności. A "niewyróżnianie się z tłumu" ma chyba więcej płaszczyzn, niż nam "śródziemnomorsko" się wydaje.
No ale przyjęło się, że Japończycy własnej woli nie mają i, że wszystko na to _wygląda_, szablon trzeba powielać.
Biel robocza.
2 Wtorek, 20 Styczeń 2009 02:26
Zen-on
Samochody białe i szare, to przede wszystkim samochody firmowe. Zauważcie tę serię takich samych pojazdów u dealera. To są auta odkupione za bezcen od jakiejś firmy, która już wyjeżdziła nimi niewielki kilometraż i kupiła nowe.
Jeśli chodzi o prowadzenie aut, to dużo zależy od regionu, najgorzej jest w Kansai i na Kiusiu właśnie. Gdy ktoś Cię potrąca nie wstajesz i otrzepujesz się, tylko dzwonisz na policję. Po spisaniu delikwenta idziesz do szpitala na oględzieny i dostajesz od ubezpieczyciela skuter-mistrza przynajmniej 100 tys. jenów "na bolącą szyję". Tak się przyjęło.
Gimnazjalistka posłuszna salarimanowi za kierownicą to duża przesada, bo to akurat one rwą się pierwsze do kłótni wiedząc jak można oskubać faceta (znany jest proceder oskarżania o obmacywanie, żeby dla spokoju niewinny człek wcisnął cwanej bestii kilka "manów" w rękę). I nie tylko staruszki podbiegają, bo staruszkowie też.
Ja stawiam na wszędobylskie roztrzepanie kierowców. Jeździ się tak powoli i bezpiecznie, że kierowca przestaje podlewać reakcji adrenaliną. Kończy się na podwójnym niebezpieczeństwie - nie patrzeniu w lusterka, nie używanie kierunkowskazów i zatrzymywanie się w połowie przejścia dla pieszych (w Polsce się pilnują, bo jak dasz tak ciała, to cię przechodnie "rozbujają").
JDM
1 Wtorek, 13 Styczeń 2009 16:07
bono
Ciekawy artykul:) Obecnie w bialy kolor w autach z kraju kwitnacej wisni, jest najbardzie poszukiwany i najbardziej lansiarski wsrod gawiedzi...Posiadanie bialego JDMka (japan domestic market) stawia Ciebie na wysokim podium wsrod tuningowego swiatka w PL, a w Szczecinie tym bardziej. Niestety malo jest u nas autek w kolorze white pearl, a szkoda bo sa bardzo ladno, rzadkie i dobrze wygladaja bedac lekko podrasowanymi.

Dodaj swój komentarz

Twoje imię:
Temat:
Komentarz:

RSS - Nowe teksty

powiadamianie o nowych tekstach

RSS - Aktualności

powiadamianie o aktualnościach na stronie