Świątynia Fukoji leży w prefekturze Oita (niedaleko miasteczka o nazwie Asaji) i jest nietypowa, ponieważ wykuto ją w skale, a do budowy użyto wyłącznie drewna. Obok świątyni można podziwiać gigantyczną postać (również wykutego w skale) Buddy oraz piękny park hortensji (dzięki któremu Fukoji jest też nazywana “świątynią hortensjową”).
Najlepiej się do Fukoji wybrać w połowie czerwca, bo wtedy hortensje kwitną.
[zdjęcia powstały w VI 2007]
Japonia jest nieduża, ale za to rozciągnięta: na północy zimą jest mnóstwo śniegu i festiwal rzeźb lodowych, a na południu panuje klimat subtropikalny i rosną sobie bananowce. Ponieważ uroki klimatu umiarkowanego i zimnych zim są nam znane (Bartkowi może nieco mniej, bo pochodzi ze Szczecina, ale mnie całkiem nieźle, bo pochodzę z Białegostoku, który, gdyby miał pieniądze, też by sobie mógł urządzać co roku festiwal rzeźb lodowych, hehe), wybraliśmy się na japońskie głębokie południe, to znaczy na Okinawę. Sama Okinawa składa się z licznych wysp, niektórych niezamieszkanych, innych całkiem sporych i całkiem ludnie zamieszkanych. Pojechalismy na wysepkę, na której mieszka wszystkiego około 700 osób. Lokalna społeczność, choć nieduża, jest samowystarczalna: ma swoją maleńką pocztę (w sprzedaży: kartki pocztowe w kształcie kwiatu hibiskusa), maleńki posterunek policji (dwóch policjantów na rowerach), jedną taksówkę (której właścicielka przewozi niekiedy turystów za darmo, bo się nudzi ;) ), szkołę podstawową, zespół folklorystyczny grający na bębnach (rewelacja!), sklepy, restauracje, wypożyczalnie rowerów i sprzętu do nurkowania, przystań promową i, oczywiście, kilka plaż. Wszyscy, rzecz jasna, znają wszystkich i wiedzą wszystko o wszystkich. Bardzo, bardzo przyjemne miejsce. 30°C jeszcze we wrześniu, ludność miejscowa życzliwie usposobiona do turystów i w ogóle do wszystkiego. Upał, cisza, spokój i żadnych stresów. Nic dziwnego, że w tak sprzyjających warunkach ludzie żyją długo – Japończycy żyją najdłużej na świecie, a w samej Japonii to właśnie Okinawa ma największy odsetek stulatków.
[zdjęcia powstały we IX 2010]
W tej galerii znajdują się zdjęcia zrobione w najbardziej chyba znanej świątyni w Oicie, czyli w Sasamuta Jinja. Prawie wszystkie fotografie powstały na początku maja, tzn. w okresie pełnego rozkwitu słynnych kwiatów Fuji – dumy mnichów i ozdoby świątyni. Kiedy kwitnie Fuji, czyli glicynia chińska, w Sasamuta odbywa się festiwal: są tańce kagura, budy ze smacznym ulicznym żarciem i mnóstwo turystów robiących niewyobrażalne ilości zdjęć słynnym fioletowym kwiatkom :)
W tej galerii znajdują się zdjęcia dla miłośników gorących źródeł, wszystkie zrobione w Beppu. Beppu leży zaledwie 15 km od Oity (jak się stanie na końcu Oity, to widać początek Beppu) i jest od niej mniejsze, ale za to znacznie bardziej malownicze i popularne wśród turystów. Słynie z gorących źródeł (jap. onsen), których jest w mieście około 2900 (co daje 10% wszystkich onsenów w Japonii). Jak się popatrzy na Beppu z góry, to miasto dymi, bo wszędzie biją źródła. Korzystanie z onsenów jest tanie: od 100-200 Y od osoby za duży onsen zbiorowy do mniej więcej 1000 Y za przytulny prywatny onsen z mini-sauną, otoczony bambusami i omszałymi głazami.
Oprócz onsenów kąpielowych jest też 9 „piekieł” (Jigoku) tylko do oglądania. Ta galeria zawiera zdjęcia z Jigoku właśnie, a konkretnie z 5 „piekielnych stawów”: gotującego się Kamado, błękitnego Umi, błotnego Oniishi-Bouzu, mlecznego Shiraike oraz czerwonego Chinoike. Zdjęcia pokazują też inne atrakcje, jakie można spotkać podczas oglądania Jigoku – z pominięciem słynnych krokodyli z Oniyama Jigoku. Siedzą te biedne krokodyle jeden na drugim, przestrzeni mają tyle co korniszony w słoiku, żal patrzeć. Nie podoba mi się to, stąd zdjęć nie będzie.
Miłego oglądania!
I.
[zdjęcia zrobione były w 2006 i 2008]
Rok akademicki kończy się w Japonii w marcu. Ceremonia zakończenia studiów jest uroczysta: jest chór, media i ogólna powaga oraz dziesiątki dziewcząt ubranych w bajecznie kolorowe yukaty.
[zdjęcia powstały w III 2008]
Każdego roku w Usuki, niewielkim, trzydziestokilkutysięcznym miasteczku w prefekturze Oita, podobnie jak w wielu innych miastach Japonii, odbywają się „festiwale”, czyli uroczystości sięgające korzeniami na ogół głęboko w przeszłość i silnie zakorzenione w tradycji. Każdego roku w lipcu, a dokładnie w weekend w okolicy 17 dnia miesiąca (w tym roku wypadło to 12 lipca), ma miejsce Usuki Gion Festival – barwne i hałaśliwe święto sięgające czasów samurajów.
[zdjęcia powstały w VII 2009]
Kioto to kolebka japońskiej tradycji i „żywe muzeum”, a jednocześnie nowoczesna metropolia zamieszkiwana przez około półtora miliona ludzi. Jeśli chce się zobaczyć kawałek japońskiej tradycji w najlepszym wydaniu, warto Kioto zwiedzić – miasto nie było bombardowane w czasie II wojny światowej, dzięki czemu zabytkowe budynki czy nawet całe dzielnice są świetnie zachowane. W Kioto, jako jednym z niewielu miejsc w Kraju Kwitnącej Wiśni, można też spotkać na ulicy maiko, czyli kandydatki na gejsze.
[zdjęcia powstały w II 2009]
Umi Tamago, czyli Morskie Jajo to wielkie akwarium, a właściwie park morski. Znajduje się tuż za Oitą, a usytuowany jest nad zatoką. Cały kompleks podzielony jest na strefy, w których żyją rozmaite stwory, począwszy od ryb i krewetek, poprzez koralowce, wydry i foki, na delfinach i morsach skończywszy. Nazw wielu zwierząt i roślin nie jesteśmy w stanie podać, ponieważ zapomnieliśmy je zaraz po przeczytaniu. Co ciekawsze żyjątka sfotografowaliśmy, ale gdzieś w okolicach morsów byliśmy już na tyle zmęczeni (oglądanie Umi Tamago trochę trwa), że schowaliśmy aparaty i nie utrwaliliśmy na zdjęciach m.in. pingwinów, pelikanów oraz tego, jak głaszczemy małe rekiny w tzw. basenie dotykowym.
[zdjęcia powstały w IX 2007]
Góra Takasaki - podstawowa atrakcja turystyczna Oity. Znana z tego, że stanowi rezerwat małp (góra, nie Oita). Zwierzątka chodzą sobie wolno i są całkowicie uodpornione na obecność turystów.
[zdjęcia powstały w VII 2006]
Pole irysów rośnie sobie niedaleko Beppu, Beppu zaś leży zaraz za Oitą. Lało potwornie, stąd wszystkie zdjęcia osnuwa nader romantyczna mgiełka.
[zdjęcia powstały w VI 2008]
Wodospad Harajiri zwany jest japońską Niagarą. Oglądaliśmy go kilkakrotnie, tutaj - z strugach deszczu. Dzięki mało turystycznej pogodzie miejsce było ciche i spokojne, a tabuny innych miłośników natury nie zasłaniały widoków.
[zdjęcia powstały w IX 2008]