Rzeczywiście, wygląda to na upodobnienie się do ogółu, ale moim zdaniem tu nie chodzi o brak indywidualizmu (było już gdzieś o modzie, o tym, że Japonka potrafi dobrać sobie strój jak uważa, a Polkę czeka sto różnych zasad "a to do tego nie pasuje"). Wdług mnie tu chodzi o prywatność. "Nierzucanie się w oczy" gwarantuje prywatność, na której punkcie Japończycy są wyczuleni.
Teraz jeżdżę grafitowym metalikiem, ale wcześniej byłem posiadaczem turkusowego (sic!) "malucha". Koledzy w pracy pytali się, dlaczego taki kolor wybrałem (akurat nie miałem wyboru, samochód był załatwiony taniej i nie patrzyłem koniowi w zęby) i martwili się o mnie, bo "studenci będą teraz wiedzieć, gdzie jeździsz, gdzie robisz zakupy, koniec prywatności!". Mi to brzmi trochę inaczej niż "bądź taki jak reszta, pozbądź się własnego ego". Tak samo było z kupowaniem mieszkania - "tylko nie za blisko uniwerka, nie będziesz miał prywatności", identycznie, gdy na największym japońsku portalu społecznościowym podpisałem się prawdziwym imieniem i nazwiskiem - "inni będą wiedzieć gdzie jesteś i co robisz, człowieku!".
Japończycy mieszkają w niewielkich odległościach od siebie zagospodarowując maksymalnie każdy kawałek ziemi jaki nie zabrały im góry - myślę, że te jednakowe samochody to przedłużenie ich marzeń o jak największej prywatności. A "niewyróżnianie się z tłumu" ma chyba więcej płaszczyzn, niż nam "śródziemnomorsko" się wydaje.
No ale przyjęło się, że Japończycy własnej woli nie mają i, że wszystko na to _wygląda_, szablon trzeba powielać.