BoRkI

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Home

Zrozumieć nie znaczy bezkrytycznie afirmować

Email Drukuj
Jestem daleka od bezmyślnej krytyki japońskiej kultury i mentalności, a co za tym idzie: od nabijania się, wyśmiewania i siania złowrogiej propagandy. Mimo to nie uważam, że jako ktoś wychowany w kręgu kultury śródziemnomorskiej asekuracyjnie muszę afirmować wszystko, co widzę, żeby nie narazić się na opinię ignorantki. Wlazłam między wrony i kraczę, w miarę możności, jak i one, nikogo na „zachodniość” nie nawracając. Zauważyłam jednak, że pisanie o tym, co w Japonii niedoskonałe, jest czymś w rodzaju tabu: kiedy mówię, że np. japońscy urzędnicy są niezwykle uprzejmi, nikt się nie oburza, że moja opinia jest kulturowo zdeterminowana i niesprawiedliwa, ale gdy dodaję, że nie znają angielskiego, dowiaduję się, iż mam zły charakter i rozpowszechniam kalumnie. Kiedy więc Japończycy krytykują coś w swoim ogródku, jest to krytyka, a kiedy cudzoziemiec mówi o tym samym zjawisku, daje wyraz swojej płytkości?
Ja też uczyłam się kiedyś rzeczy, których dziś zupełnie nie pamiętam – kto się nie uczył? Ale jednak jest różnica między fizyką czy chemią, a językami obcymi. Języki obce, w przeciwieństwie do wszystkich innych przedmiotów szkolnych, umożliwiają komunikację międzyludzką, stąd ich znajomość daje zupełnie inne możliwości niż biologia czy matematyka. Poza tym dla Japończyków nauka angielskiego to nie jest kwestia wyboru – oni są źle uczeni, a nie z premedytacją źle się uczą.
To, że autochtoni mówią głównie w swoim własnym narzeczu, traktuję jako fakt, a nie przywarę - podobnie zresztą jak to, że i większość Polaków zna tylko polski. Nie uważam, by każdy miał obowiązek uczyć się języków. Chciałam jednak napisać o swoich doświadczeniach w Japonii m.in. dlatego, że jedną z pierwszych rzeczy, jakich dowiedziałam się na wykładzie jeszcze w Polsce (wykład traktował o japońskim systemie edukacji), była informacja, że Japończycy angielski znają doskonale. Uwierzyłam wówczas profesorowi na słowo, przez co zaraz po przylocie na japońską ziemię przeżyłam kilka traumatycznych godzin, próbując dać sobie radę z przesiadką na lotnisku Haneda, gdzie okazało się, że teorię na temat angielskiego można między bajki włożyć. Myślę, że nie ja jedna uwierzyłam, że Japończycy doskonale znają angielski, więc pomyślałam, że warto napisać, jak rzecz na co dzień wygląda. Nie po to, żeby pokazać, że Japończycy są be, lecz np. po to, by ktoś lecący do Japonii mógł uniknąć nerwów i kłopotów, które ja przeżyłam.
Nie wiem, czy angielski jest tu problemem społecznym dla kogokolwiek. Jest tematem, który ciągle powraca i chyba jednak przeszkadza, skoro rząd stara się wprowadzać zmiany w systemie nauczania tego języka. „Japan's position in the future internationalized world will be determined by the nation's English ability” – napisali w Japan Times’ie (http://search.japantimes.co.jp/cgi-bin/ed20090112a1.html) i myślę, że nie bez kozery napisali.





Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
 
To jest komentarz na temat "Języki obce Japończykom"

Strefa Iwończaka

RSS - Nowe teksty

powiadamianie o nowych tekstach

RSS - Aktualności

powiadamianie o aktualnościach na stronie