Ja też uczyłem się rosyjskiego w szkole "na pamięć", a pierwszy raz go użyłem 10 lat później dukając. Nigdy więcej nie był mi potrzebny. Japończykom też angielski się nie przydaje, a kontaktu z żywym językiem nie mają żadnego.
Uczenie się na pamięć, to jedna strona medalu, w szkołach japońskich jest masa zajęć z kreatywnego myślenia. Ktoś jednak tę elektronikę i gry wymyśla.
Jeśli chodzi o zmiany w systemie nauczania angielskiego, to będą one miały miejsce w przeciągu następnych trzech lat. Głównie konwersacja i to od młodszych klas. Japońscy nauczyciele już truchleją, szykują się szybsze przejścia na emeryturę.
Na egzaminach decydujących o tym, na jaki trafi się uniwerek już od kilku lat jest przedmiot "zrozumienie ze słuchu", ale skutki zmian zobaczymy dopiero za dekadę.
Zmiany nastąpiły już w dużych miastach i szkołach językowych - native musi być specjalistą z doświadczeniem, a zanim zostanie przyjęty czeka go seria rozmów przez Skype'a.
A co do uczenia się japońskiego, to jest po prostu mus. Taki sam jak dla wszystkich cudzoziemców decydujących się na życie w Polsce.